NonŹródła:Jak uratowaliśmy Panią Wiosnę

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

21 marca 2011 rok, mój pokój

Pani Wiosna. Wygląda tak, chociaż ta dziewczynka na zdjęciu wcześniej była chłopcem! Wiecie?

Był piękny słoneczny dzień. Ptaszki śpiewały, śnieg topniał w lesie niedaleko miejscowości Mamcyce. Słonko ogrzewało grzbiety sarenek przemykających w jego olśniewających promieniach. Całość wyglądała jak z podręcznika do kształcenia zintegrowanego.

Pani Wiosna szła wśród traw. Zarzucała złotymi włosami, wyjmowała zbutwiałe liście ze ściółki lub unosiła zieloną suknię nad kolana. Wtedy spod spódnicy wylatywały jaskółeczki i wróbelki, skowronki i bociany. Uśmiechała się, oglądając ten pocztówkowy widok.

Doszła do starego dębu. Potężne konary dawały cień i Pani Wiosna, zmęczona chodzeniem i wypuszczaniem ptaszków rada była tam odpocząć. Już miała wdrapać się na piękną gałąź, gdy rozkopana ziemia nieopodal drzewa przykuła jej uwagę. Pobiegła tam, a suknię nadymał wiatr...

Bum.

I w taki sposób znaleźliśmy Panią Wiosnę.

Dziadziusiowy bumbum z czasów, które nazywał drugą wojną światową uszkodził Panią Wiosnę. Byliśmy wtedy na wycieczce z panią Zuzią i panią Pauliną. Na dźwięk bum szybko odnaleźliśmy dużą dziurę w ziemi. Była ogromniasta! Większa od mojego pokoju! W dziurze była Pani Wiosna.

Cała w błocie (mamusia na pewno kazałaby mi się wykąpać w zimnej wodzie, gdyby zobaczyła mnie w takim stanie) i bez rączek oraz nóżek. To znaczy, rączki i nóżki były, tylko nie przy Pani Wiośnie. Sama leżała w zniszczonej sukience (mamusia na pewno zbiłaby mnie kijem, gdybym przyszła do domu w tak zniszczonej ładnej sukience) i miała mnóstwo kuku. W miejsce rączek i nóżek miała takie cosie, trochę jak po tym, gdy się kurczaczkowi odetnie główkę i oskubie (bardzo nie lubiłam skubania kur, ale mamusia mówiła, że jeżeli nie oskubię kury, przez trzy dni będę siedzieć głodna w piwnicy, bez lalki!) i nie miała noska, jak ten pan z bajki o tym chłopcu w okularach i z takim zygzakiem na głowie.

Pani Zuzia zemdlała, a pani Paulina oświadczyła, że musi zadzwonić po pogotowie. Chłopcy wzięli kijki i zaczęli poszturchiwać Panią Wiosnę. Otworzyła zamknięte oczy.

– Chłopcy i dziewczynki, czy chcecie wiosnę? – zapytała.
– Nie! – oświadczył Gruby Michał. – Wiosną trzeba biegać i wozić gnój na taczkach!
– I skubać kury! – dodałam.
– I chodzić boso! – dodał lamus Maciek.
– Ty zawsze chodzisz boso, jełopie – powiedziała Jola, która miała najładniejsze bluzki z Hannah Montaną.
– A ty masz krzywe nogi! – wrzasnął Maciek.
– A Pani Wiosna nie ma nóg! – wydarła się Kryśka, której jechało z paszczy.
– Córeczko... – Pani Wiosna wypluła krew (tak jak ja, gdy mamusia uzna, że jednak warto mnie zbić kijkiem) – Pomóż mi...
– Wszyscy ci pomożemy! – oświadczył Damianek, który był brzydki i miał piegi.
– Kochane dzieci... Najpierw znajdźcie mi nogi i ręce. – poprosiła.

Wszyscy rzuciliśmy się w poszukiwaniu rączek i nóżek Pani Wiosny. Ja znalazłam tylko jej palec, ale chłopcy prędko znaleźli rękę. Kryśka odnalazła nogę, a Damianek drugą. Zosia trzecią, ale ta była owłosiona i należała do leśnika, którego miesiąc temu wilki porwały do lasu. Zakopaliśmy ją razem z leśnikiem, ale wcześniej wyjęliśmy mu komórkę z kieszeni. Była popsuta, ale świetnie nadawała się do zabawy w sklep.

Pani Wiosna pojękiwała, pani Zuzia leżała taka blada i drętwa, a pani Paulina chyba wymiotowała pod drzewem. W końcu znaleźliśmy wszystkie części ciała Pani Wiosny. Nosa nie znaleźliśmy, ale Maciek wziął swój scyzoryk i odciął nos leśnikowi, zanim go zakopaliśmy. Leśnik i tak nic nie czuł, a Pani Wiosna musi mieć nos, prawda?

Nie mieliśmy jak przyszyć tego wszystkiego Pani Wiośnie, ale Maciek miał taśmę i przykleiliśmy to wszystko taśmą. Trochę nam nie wyszły palce, ale jeszcze nie mieliśmy o tym na przyrodzie z panią Zuzią. Pani Wiosna po paru minutach wstała i zaczęła kuleć. Pani Zuzia nie wstała, chociaż chłopcy bili ją kijami, a Maciek nawet ją kłuł scyzorykiem. Tylko leciała jej krew, na początku najmocniej z szyi, ale potem przestała.

– Dziękuję wam, dzieci... To było wspaniałe... – zaczęła, a smarki leciały jej z nowego nosa.
– My w końcu jesteśmy inteligentni! – powiedziała Jola, przechwalając się tym, że jej rodzice skończyli szkołę podstawową i całą zawodówkę, nie to, co moja mamusia, która skończyła tylko zbieranie ziemniaków w październiku.
– Trzymajcie się! Pamiętajcie, że wiosna zawsze nadejdzie! W waszych ciepłych serduszkach! – krzyknęła, gdy w końcu ogarnęła chodzenie. Gdy ja się uczyłam chodzić, mamusia podobno przyczepiła mi do pleców taki kijek z butelką mleka na sznurku. Ja szłam, a butelka nie zbliżała się do mnie.
– Do widzenia, Pani Wiosno! – krzyknęliśmy.

Wtedy przyjechała karetka, Pani Wiosna zniknęła, potem przyjechali policjanci z pałkami i zaczęli nas bić. Ja nic nie mówiłam, bo mamusia bije mocniej, ale Jola krzyczała strasznie mocno.

Natalka, lat 7 i pół